Alicja Tchórz - polska pływaczka specjalizująca się w stylu
grzbietowym, trzykrotna medalistka Mistrzostw Europy (w tym członkini sztafety,
która zdobyła złoty medal na dystansie 4x50m stylem zmiennym w Glasgow 2019).
Uczestniczka Igrzysk Olimpijskich w Londynie (2012) i Rio de Janeiro (2016). Kobieta sukcesu i jedna z
najlepszych zawodniczek w kraju w ciągu ostatnich lat opowiada m.in. o tym,
dlaczego pływa, sukcesach w kadrze, koronawirusie, lidze ISL (International Swimming League) oraz planach na
przyszłość.
Tomasz: Dzień dobry pani Alicjo, chciałbym bardzo
serdecznie podziękować, że zgodziła się Pani udzielić mi wywiadu. Mam nadzieję,
że czuje się pani dobrze i koronawirus trzyma się od Pani z daleka.
Alicja: Nie ma problemu. Tak, na całe szczęście nie
miałam z nim do czynienia.
T: Bardzo się cieszę. Na początku zapytam skąd pomysł na pływanie? Kiedy narodziła się ta
pasja?
A: To wszystko to był raczej przypadek, zostałam wyłowiona
podczas zajęć lekcji pływania w ramach W-F. Trener zaprosił mnie na trening, bo
uznał, że trochę lepiej się unoszę na wodzie od pozostałych dzieciaków. Rodzice
chętnie mnie na te zajęcia wysyłali, bo nie byłam najchudszym dzieckiem, więc
była to forma dodatkowego ruchu dla mnie i okazało się, że to bardzo polubiłam.
Nie traktowałam tego, jako jakiegoś obowiązku, tylko raczej chętnie spotykałam
się z przyjaciółmi i przy okazji trenowałam. Tak to się skończyło, że udało mi
się pojechać na igrzyska, zdobyć medale Mistrzostw Europy, także szczęśliwa
historia.
T: Wszyscy liczymy,
że będzie trwała jak najdłużej. Czy codzienne treningi i samodyscyplina
ukształtowały Panią, jako człowieka?
A: Na pewno, każdy sport buduje charakter.
Należymy do osób wytrwałych, dążących do celu, także myślę, że jesteśmy
atrakcyjni na rynku pracy po zakończonej karierze. Jesteśmy sumienni,
wiemy, że żeby do czegoś dojść to trzeba systematycznie pracować.
T: A czy w takim
razie w życiu zawodowego pływaka nie pojawiają się momenty zawahania, kiedy już
myśli, że to wszystko nie ma sensu?
A: Oczywiście, że się pojawiają chwile zwątpienia,
rezygnacji, pływanie jest dyscypliną bardzo żmudną. Zaczynamy dzień o godzinie
5, bo o 6 rozpoczynamy pierwszą jednostkę treningową, później większość z nas
idzie do szkoły albo na uczelnie i zaraz potem kolejne kilometry w wodzie. Więc oczywistym jest, że zdarzają się momenty
zawahania, ale trzeba mieć świadomość swojego celu i wtedy dużo łatwiej wstaje się rano.
T: W trudnych chwilach z pewnością najważniejsze
jest wsparcie trenerów. Jak z Pani perspektywy wygląda szkolenie i pomoc dla
zawodników w naszym kraju?
A: Ja akurat miałam bardzo dużo szczęścia, jeśli chodzi o
trenerów, oni zawsze byli moimi przyjaciółmi, drogowskazami na sportowej
drodze. Natomiast bywa z tym różnie, jest mi ciężko wypowiadać się za
wszystkich, bo uważam, że ten kontakt z trenerem musi być - szczególnie, że nie
współpracujemy z psychologami i to oni muszą pełnić dla nas jego rolę.
T: W zupełności się
zgadzam. I wreszcie przychodzi taki moment, rok 2019, kiedy wraz ze sztafetą
4x50m stylem zmiennym zdobywają Panie złoty medal Mistrzostw Europy. Jakie to
jest uczucie i czy ten sukces jakoś wpłynął na Waszą rozpoznawalność, kontrakty
sponsorskie i inne możliwości zarobkowe?
A: Na pewno było to spełnienie marzeń, bo to był pierwszy w historii
Polski złoty medal na imprezie rangi mistrzowskiej w sztafecie. Do
tego w składzie były trzy zawodniczki z tego samego klubu (MKS JUVENIA WROCŁAW) co jest jeszcze większym fenomenem. Na
pewno jesteśmy bardziej rozpoznawalne, ale to jeszcze nie jest poziom taki jak
w przodujących dyscyplinach w naszym kraju np. w piłce nożnej czy w skokach
narciarskich.
T: Czy uważa Pani, że
rok 2020, gdyby potoczył się w normalny sposób i treningi oraz starty w
zawodach nie byłyby ograniczone przez pandemie, polskie pływanie mogłoby
wreszcie wejść na szczyt? Rok 2019 można z pewnością zaliczyć do udanych.
A: W tym roku Polacy bardzo dobrze się zaprezentowali
podczas międzynarodowej ligi ISL i myślę, że pokazaliśmy, że należymy do
tej światowej czołówki. Czy byłoby inaczej? Na pewno byłoby więcej rywalizacji
i możliwości pokazania pływania w mediach, ale i tak myślę, że pomimo tej pandemii
wyszliśmy z tego obronną ręką.
T: Czy w czasie pandemii
udało się może znaleźć jakieś nowe hobby czy raczej treningi zawsze były na
pierwszym miejscu?
A: Ja jestem osobą, która dużo pracuje, nie tylko pływam, ale
jestem też menadżerem, organizuję zawody, piszę pracę doktorską, więc nie
narzekam na nudę i na pewno będę miała co robić po zakończonej karierze.
T: Grunt to mieć
dobry plan. Może pomówmy teraz trochę więcej o lidze ISL, bo jest to duża
szansa na wypromowanie swojego wizerunku jak i pływania na całym świecie.
A: Na pewno jest to innowatorskie podejście, trochę
na wzór NBA czy rozgrywek ligowych w piłce nożnej czy siatkówce, gdzie
rywalizujemy nie dla siebie, ale dla drużyny zdobywając punkty, to jest fajne. Szybkość rozgrywania zawodów jest przeogromna, bo tak naprawdę jeden
blok zawodów trwa tylko 2 godziny, gdzie większość z nas startuje 3 lub 4 razy,
więc ta intensywność startów jest naprawdę ogromna. Myślę, że to może wpłynąć na
to, że coraz więcej ludzi będzie chciało to oglądać, co w rezultacie
przyciągnie sponsorów.
T: Czuła Pani pewne
wyróżnienie, jakim było zaproszenie do ligi ISL, bo jednak uczestniczenie w
takim wydarzeniu to musi być coś wielkiego?
A: Tak, z pewnością nie chciałam rezygnować z takiej
możliwości, akurat ja można powiedzieć skorzystałam na tym nieszczęściu
pozostałych. W momencie, kiedy Australia zakazała wyjazdu, menagerowie drużyn szukali zastępców i wtedy to właśnie ja załapałam się do tego składu. Na pewno
niesamowite doświadczenie i wyróżnienie, że mogłam brać udział w historycznych
krokach takiej ligi.
T: Jak udało się Pani
wytrzymać te obciążenia startowe, bo one są jednak bardzo duże a wiemy też, że wracała
Pani prosto z zawodów w Polsce?
A: Tak, to był kosmos. Nie było w tym nic łatwego, ale na takiej imprezie nie
wypadało pływać powoli. Każdy wyścig był tak naprawdę ściganiem się w finale Mistrzostw Świata. Znakomici pływacy, padały rekordy świata. Fantastycznie, że Polacy nie odstawali od faworytów. Zwyciężaliśmy i byliśmy na podium
swoich wyścigów. Do tego dołożyliśmy 13 rekordów Polski, także nie ma się czego
wstydzić.
T: Zgadzam się z tym.
A co w takim razie z unieważnieniem minimów kwalifikacyjnych na Mistrzostwa
Europy?
A: Napisaliśmy list, zobaczymy w jaki sposób zostanie on
rozpatrzony. Co ja mogę powiedzieć,
bardzo przykre zachowanie Polskiego Związku Pływackiego, który pokazuje, że nie
szanuje zawodników.
T: Tak, dokładnie. Tym
bardziej, że w innych krajach ten system funkcjonuje dosyć płynnie i jednak
ludzie widzą co dzieje się na świecie, więc jest to przykre. Czy myśli Pani, że
nominacja Kasi Wasick do Plebiscytu Sportowca Roku przyczyni się do tego, że polscy
pływacy będą lepiej traktowani w świecie naszego sportu?
A: Myślę, że na pewno jest to pozytywne wydarzenie. W końcu pływanie zostało zauważone. Mistrzostwa Europy czy Mistrzostwa Świata zazwyczaj są rozgrywane w grudniu. Przez co, nawet gdy Radek Kawęcki zdobywał złoty medal po raz 4 na tych zawodach to nie był w ogóle nominowany. Kalendarz imprez nam nie sprzyjał. Nasz złoty medal na Mistrzostwach Europy w zeszłym roku, również nie został zauważony. Na całe szczęście ISL był troszeczkę wcześniej i mamy Kasię wśród nominowanych.
T: W takim razie jakie są dalsze plany, teraz
najważniejszym celem są Igrzyska Olimpijskie czy raczej tak daleko nie wybiega
Pani w przyszłość?
A: Teraz raczej
pracuję na celach krótkoterminowych, my oczywiście myślimy o igrzyskach i całe przygotowania są pod to podporządkowywane, ale teraz czekają nas jeszcze
Mistrzostwa Polski, po czym miejmy nadzieję Mistrzostwa Europy i później
Igrzyska Olimpijskie.
T: To może tak na zakończenie zapytam, czego można
w tym momencie życzyć Alicji Tchórz?
A: Dobrego czucia
wody i braku kontuzji.
T: W takim razie tego życzę i bardzo dziękuję za
poświęcony mi czas.
A: Dziękuję i
pozdrawiam.
Z Alicją Tchórz
rozmawiał Tomasz Lutek
foto pobrane z/https://a.isl.global/wp-content/uploads/2020/11/990267.jpg/

Komentarze
Prześlij komentarz